Luty, najkrótszy miesiąc w roku, ile miał najwięcej dni?
Tak, to pytanie wcale nie jest retoryczne, chciałam nim Was drodzy czytelnicy zaintrygować, nie jest też takie proste, mimo, że odpowiedz nasuwa się od razu. A dlaczego?
Luty, drugi miesiąc w roku, jest miesiącem zimowym na półkuli północnej, natomiast letnim na południowej. W naszym przypadku podpada pod to pierwsze stwierdzenie. Dlatego najbardziej znanym przysłowiem dla nas jest – „idzie luty, podkuj buty”. Trochę ostatnimi czasu nie sprawdzającym się, gdyż ostatnimi laty nie mamy już w tym miesiącu dużych opadów śniegu, mrozu, czy lodu, ale zamienienie go na „idzie luty – włóż ciepłe buty” wciąż będzie aktualne. Jest to miesiąc zimowy, jednak jest miesiącem poprzedzającym przedwiośnie, może też dlatego lubimy go, może patrząc z utęsknieniem na opadające kartki z jego kalendarza, zmęczeni miesiącami zimowymi, wyczekujemy pierwszych oznak przedwiośnia. No ok, bynajmniej ja tak mam. Jak pisałam Wam wiele razy, jestem dzieckiem słońca, a w okresie zimowym niestety, szczególnie mi, go brak. Jednak z nadejściem lutego już odczuwalnie zauważamy wydłużenie dnia, co powoli wpływa na nasze lepsze samopoczucie, ale najlepiej, dalej suplementować się wit. D, o czym ja oczywiście zapominam. W tym miesiącu jeszcze mamy możliwość delektowania się trwającymi feriami zimowymi, dlatego często jest to też miesiąc naszego wypoczynku, zimowych szaleństw. I proszę, ile znalazłam superlatyw dotyczących tego miesiąca.
Natomiast prawdą, jest też to że jest to najkrótszy miesiąc w roku i według kalendarza gregoriańskiego ma on 28 dni, a w latach przestępnych 29 . Czym jest więc kalendarz gregoriański? Kalendarz gregoriański, inaczej kalendarz słoneczny, został wprowadzony w 1582 przez papieża Grzegorza XIII bullą Inter gravissimas (łac. Między najważniejszymi), bulla ta ustanawia ten kalendarz jako używany w większości krajów. Znalazły się w niej też takie zapisy jak: po 4 października 1582 nastąpi bezpośrednio 15 października 1582 (ustęp 7). Dlatego w roku 1582 zostały usunięte dni od 5 do 14 października włącznie i w tym okresie czasu, nie wydarzyło się w tych dniach nic, absolutnie nic. I nie chodzi tutaj o wydarzenia kluczowe, ale jakiekolwiek. Tych dni, wg kalendarza gregoriańskiego po prostu nie było. Dosłownie. Reforma ta zakładała zlikwidowanie rozbieżności narastających przez wieki posługiwania się kalendarzem juliańskim poprzez prosty zabieg – w roku 1582 po 4 października nie nastąpił 5, a 15 dzień miesiąca, tym samym rok ten był krótszy o 10 dni. Kalendarz juliański, nazywany tak dla upamiętnienia Gajusza Juliusza Cezara, który zlecił jego opracowanie, obowiązujący jeszcze od czasów starożytnego Rzymu, był bardzo dobry, ale jednak daleki od doskonałości. W związku z pewnymi niedokładnościami raz na 128 lat pojawiała się w nim rozbieżność jednego dnia. Niby rzadko, mało, ale jednak nastręczało to problemy chociażby przy wyznaczaniu ruchomej daty świąt Wielkiej Nocy. Odpowiedzą na to był właśnie kalendarz gregoriański, nazywany tak od imienia papieża Grzegorza XIII. Zmianę najprędzej wprowadziły kraje katolickie, a w pierwszej kolejności Włochy, Hiszpania, Portugalia i Polska. Dlatego w Polsce również, w roku 1582 po 4 października nastąpił nie 5, a 15 dzień tego miesiąca! W krajach protestanckich przyjęto go później, np. w Wielkiej Brytanii i w krajach Imperium Brytyjskiego dopiero w 1750 roku, na mocy „aktu Chesterfielda”. Natomiast w prawosławnej Rosji kalendarzem juliańskim posługiwano się jeszcze na początku XX wieku, a w cerkwi prawosławnej jest on używany do dziś. Jak wspomniałam kalendarz juliański spóźniał się o 1 dzień na 128 lat, natomiast opóźnienie kalendarza gregoriańskiego wynosi 1 dzień na 3322 lata, duża różnica prawda?
W Bulli Inter gravissimas znalazł się też przypis mówiący o tym, że lata wyrażone pełnymi setkami jak 1700, 1800 i 1900 nie będą latami przestępnymi, chyba że liczba setek dzieli się przez 4, jak lata 1600, 2000, wtedy te będą przestępne. Inaczej mówiąc w myśl tej reguły latami przestępnymi są te lata, których numeracja jest podzielna przez 4 i niepodzielna przez 100 lub jest podzielna przez 400
No dobrze, to czym jest w końcu ten rok przestępny? Rok przestępny, to rok kalendarzowy, którego długość to 366 dni. Różnica ta ma na celu dopasowania roku kalendarzowego do roku zwrotnikowego mającego 365 dni, a dokładnie 365,242 190 419 dni SI obliczona na dzień 1 stycznia 2000, 12:00. Rok przestępny jest zwiększony w stosunku do lat nieprzestępnych (365 dni) o jeden dzień. Występuje wyłącznie w kalendarzach o rachubie opartej na obiegu Ziemi dookoła Słońca lub o rachubie kombinowanej (Księżyc i Słońce). Przykłady najbliższych lat przestępnych to: 2016, 2020, 2024, 2028 czy 2032.
To skąd w takim razie 30 lutego, który występuje w tytule?
Tak, 30 lutego istniał! Fakt wiemy, że luty ma 28 dni, a w latach przestępnych 29, jednak zdarzyło się w historii, że ten miesiąc miał 30 dni. Sytuacja taka miała charakter lokalny i dotyczyła tylko jednego kraju w danym czasie, ale zaistniała. Pierwszy raz w roku 1712 w Szwecji.
Stopniowo coraz więcej państw przechodziło na kalendarz gregoriański. Jednak z powodu, że przeszły one na ten kalendarz z opóźnieniem, występowało 11 dni różnicy między sposobami liczenia czasu. Szwedzi postanowili przejść na nowy kalendarz po swojemu i z tego powodu od 1700 roku mieli oni usuwać każdy dzień 29 lutego roku przestępnego i tym sposobem po 40 latach mieli zrównać się z kalendarzem gregoriańskim. Jednak wkrótce rozpoczęła się Wielka Wojna Północna, co skutkowało tym, że w roku 1704 i 1708 zapominano o tym. Z tego powodu powstał osobny kalendarz szwedzki, przesunięty zarówno względem juliańskiego, jak i niestety gregoriańskiego kalendarza. Problem spróbowano naprawić właśnie w roku 1712, przyjmując na powrót kalendarz juliański i dodając w lutym dodatkowy, 30 dzień. Tak więc 30 lutego 1712 roku w kalendarzu szwedzkim odpowiadał dacie 29 lutego w kalendarzu juliańskim i 11 marca w gregoriańskim. Ostatecznie w 1753 roku Szwecja przyjęła kalendarz gregoriański w najprostszy sposób, w jaki mogła to zrobić. W tym czasie różnica wynosiła już 12 dni, opuścili więc ostatnich 12 dni lutego i po 17 lutego nastąpił od razu 1 marca. W ten sposób w Szwecji rok 1753 był krótszy o 12 dni względem innych lat.
Historia zna jeszcze jeden przypadek, kiedy luty miał 30 dni. Miało to miejsce w 1930 i 1931 roku w Związku Radzieckim i było związane z wprowadzeniem w tym kraju w dniu 1 października 1929 roku nowego Radzieckiego kalendarza rewolucyjnego, wg którego każdy miesiąc, w tym luty, trwał 30 dni, a tydzień miał początkowo pięć dni, a po modyfikacji 6 dni. Dokładnie wprowadzono to 1 października 1929 roku. Jednak problemy wynikające z odmiennej rachuby czasu sprawiły, że 30 lutego wystąpił właśnie tylko w roku 1930 i 1931, i już w roku 1932 częściowo zrezygnowano z owego kalendarza i powrócono do takiej długości miesięcy, jaka stosowana jest w kalendarzu gregoriańskim, aby w 1940 roku zrezygnować z Radzieckiego rewolucyjnego kalendarza całkowicie.
Reasumują, jeśli ktoś urodzony 29 lutego uważa, że jest to kłopot z obchodzeniem urodzin, to pomyślmy jaki kłopot miały osoby ze świętowaniem swoich urodzin, które urodziły się w Szwecji 30 lutego 1712 roku, oraz w ZSRR w tym dniu w latach 1930 i 1931. Przyznacie mi rację, że urodzić się 30 lutego to już prawie katastrofa pod względem wydawania przyjęć urodzinowych, lub może jakiś sposób na „nieśmiertelność”.
